Przejdź do głównej zawartości

Wycieczka z biura podróży - obciach czy sposób na wakacje?

Cholera, przecież miałam być systematyczna i wytrwale rozwijać bloga! A jak jest, każdy widzi. Tymczasem jednak, po powrocie ze wspaniałych wakacji w słonecznej Italii, chcę podzielić się kilkoma refleksjami na temat wyjazdów zorganizowanych z biura podróży (a przy okazji mam pretekst, żeby opublikować kilka fantastycznych zdjęć). Czy warto się na nie wybierać? Dla kogo taka forma wakacji jest błogosławieństwem, a dla kogo mordęgą? Post nie jest przez nikogo sponsorowany (nie przy moich "imponujących" statystykach bloga, ale w końcu tworzę wpisy bardzo nieregularnie). 


Z widokiem na wulkan Wezuwiusz

Chyba nikt nie będzie zdziwiony stwierdzeniem, że najlepszy urlop to ten zorganizowany samodzielnie. Bo przygoda, własny wysiłek włożony w organizację, indywidualny plan, niczym nieskrępowana wolność i takie tam. Dziś jednak opowiem kilka słów o tygodniowym wypadzie do Włoch, na który z pełną premedytacją wybrałam się w ramach zorganizowanej wycieczki. Dlaczego?

No stres, no problem
Na początku, gdy zaczęłam planować urlop i zastanawiałam się, gdzie, za ile i z kim pojechać, plany były wielkie. Miało być spektakularnie - najlepiej na jachcie pływającym wzdłuż Lazurowego Wybrzeża, z wizytą w Monaco i w Nicei. Potem pojawiły się pierwsze schody. W telegraficznym skrócie: kasa, misiu, kasa. A tej niestety na wymarzone szaleństwa nie wystarczy. Zaraz doszedł kolejny kłopot: nie wszyscy znajomi chcą tak samo wypoczywać, nie wszystkim zgrywają się terminy urlopu. Gdy od nadmiaru opcji, stale mnożących się kolejnych niewiadomych i kompletnym braku chęci do wzięcia sprawy w swoje ręce (człowiek stale coś organizuje i raz by wolał odpocząć, albo żeby ktoś inny się wszystkim zajął, a tu chętnych do takowej pracy jak na lekarstwo), w końcu zapadła decyzja: kupujemy gotowca w biurze podróży i nie martwimy się już kompletnie niczym. Lenistwo? Zdecydowanie! Luksus nicnierobienia (poza wyborem wycieczki, zapłatą za nią, spakowaniem bagażu i stawieniem się na miejscu zbiórki) - bezcenny!

Asyż, miasteczko, w którym zatrzymał się czas

Wolność vs. wygoda
Na wycieczce, o której logistycznych detalach się nie decyduje i powierza ważne decyzje komuś innemu (w tym wypadku pilotowi wycieczki), trzeba się liczyć z koniecznością dopasowania się do grupy. Coś za coś. W moim przypadku chodziło o siedemdziesięciu uczestników wyjazdu. Jeżeli posłuszne dostosowanie się do planu wycieczki, kłóci się z naszym poczuciem niczym nieskrępowanej wolności (bo nie mieści się nam w głowie, że ktoś nam będzie mówił, że jutro pobudka o 6 rano, żeby dojechać autokarem do centrum Rzymu przed korkami), to wyjazd zorganizowany absolutnie nie jest dla nas. W końcu na urlopie ma nam być dobrze, a nie żebyśmy chodzili stale ze skwaszoną miną. Mnie osobiście konieczność dopasowania się nie przeszkadzała. Czułam się jak na wycieczce szkolnej, a z nimi mam same dobre wspomnienia. Raz na jakiś czas, jak dla mnie, warto wypoczywać w ten sposób.

Z Januszami i Grażynkami na włoskiej ziemi
Jakość wyjazdu zorganizowanego oceniamy nie tylko przez pryzmat dobrej pogody, przygotowania pilota, pięknych widoków i zabytków, ale znaczenie ma również otoczenie, w którym planujemy się w czasie tych kilku dni obracać.Jeżeli głośno chrapiący w autokarze pan w średnim wieku nie daje ci spać, osoby z którymi masz siedzieć przy stole swoimi "januszowymi" zachowaniami doprowadzają Cię do pasji, to wyjazd zorganizowany nie jest opcją dla Ciebie. Po prostu, ludzie są różni, a na rozmaite sytuacje przydarzające się w trakcie urlopu należy patrzeć z przymrużeniem oka, mając to za wspaniały materiał do żartów w gronie przyjaciół po powrocie. Ja tak mam, dlatego np. starsza pani z walizką, rozpychająca się bezpardonowo łokciami byle pierwsza zająć miejsce w autokarze, (gdzie każdy ma swoje konkretne, wyznaczone miejsce, więc po co się pchać?), nie jest w stanie mnie zirytować, co najwyżej rozśmieszyć swoim brakiem kultury osobistej. Takich sytuacji nie jest też dużo, aby miały mi zepsuć humor na wakacjach.

Wybrzeże z gondolami w Wenecji

Szybciej i więcej, czyli nie licz, że będziesz mieć czas na cokolwiek
Na wycieczce zorganizowanej nie mamy czasu, by przez godzinę kontemplować jedną budowlę. Zapomnijmy o dłuższej chwili wytchnienia, dzień jest zwykle maksymalnie upchany atrakcjami, dlatego trzeba się streszczać. Na takich wakacjach dużo się dzieje, należy szybko reagować, pilnować grupy i autokaru. Oczywiście zawsze jest miejsce na tzw. czas wolny, jednak nie miejmy złudzeń - mija on błyskawicznie (to chyba przez te długie kolejki do damskiej toalety). Osobiście lubię taki styl, i jeśli mam być szczera, to też na samodzielnym wyjeździe wygląda to u mnie podobnie. Wycieczka zorganizowana to w gruncie rzeczy czas na wstępne rozeznanie znacznej ilości miejsc i poznanie własnych preferencji turystycznych. Ma pozostawiać po sobie niedosyt. Ja już wiem, że do Wenecji, Neapolu i Rzymu muszę jeszcze wrócić, bo ledwie je musnęłam, a miasta te oferują dużo, dużo więcej. Jeśli nie odpowiada nam ani tempo, ani plan zwiedzania - to nie pchajmy się do biura podróży, tylko zakasajmy rękawy i główkujmy sami. W końcu to my mamy wrócić z urlopu zadowoleni.

Wady i zalety mojej wyprawy do Włoch
Wśród niedogodności wymieniłabym przede wszystkim - stały pośpiech, zbyt krótki czas wolny, nieraz irytujące towarzystwo i słabe wyżywienie w ramach obiadokolacji grupowych (ileż można mieć na pierwsze danie półsuchy makaron, na drugie pseudo drugie danie, żeby pod koniec doczekać deseru). Z kolei do zalet zaliczyłabym przede wszystkim: kompleksową organizację, bezproblemowy przebieg wyprawy, ogrom atrakcji, sprawne przemieszczanie się z miejsca na miejsca, bezpieczeństwo i zero jakichkolwiek obowiązków organizacyjnych.

Spacerując po Asyżu
Podsumowując: wyjazdy zorganizowane są dedykowane beztroskim leniwcom (takim jak ja!), którzy lubią niczym się nie martwić, nie stresować i powierzać organizację i przebieg wyjazdu w czyjeś ręce. Stanowią dobrą bazę dla rozeznania danego miejsca, określenia czy warto je zobaczyć i poznać lepiej czy nie (uwierzcie, tego się pozna na podstawie czyjejś opowieści czy z przewodnika, to trzeba poczuć na własnej skórze). Jeżeli spełniamy powyższe kryteria, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby wracać do biura i decydować się na kolejne wycieczki. W końcu, jak to mówią, wszystko jest dla ludzi. Pytanie tylko, czy dokładnie dla takich jak ja?

Następny wpis również będzie o Włoszech, bo uwielbiam ten kraj i na pewno do niego wrócę, w ramach samodzielnego, ale może również i zorganizowanego wyjazdu :)


Komentarze

  1. Ja na wakacjach allinclusive byłam raz, bo nie przypadło mi to za bardzo do gustu. Nie jest to chyba mój styl podróżowania. Lubię za to wynajmować mieszkania/apartamenty i poznawać miasta i lokalne życie samodzielnie. Zaczęło się to od mojego pobytu we Wrocławiu w http://www.apartments-wroclaw.com/ wpadłam na nich przypadkiem i bardzo się z nimi polubiłam. Później były kolejne miasta, kolejne apartamenty i mieszkania i teraz już nie wyobrażam sobie innego stylu podróżowania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super artykuł. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama raczej nie korzystałam nigdy z wycieczek z biura podróży, ale jak najbardziej jestem zdania, ze fajnie jest zwiedzać. Sama sporo jeżdżę samochodem i jak czytałam na stronie https://kioskpolis.pl/winiety-gdzie-je-kupic-i-ile-kosztuja/#kotwica1 to faktycznie winiety są ważne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie napisane. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Droga krzyżowa na Śnieżkę, czyli jak kanapowiec ruszył w góry

Dawno mnie tu nie było. Zbyt dawno. A jednak wróciłam, co oznacza, że mój blog mimo wszystko przetrwa, tyle, że nie będzie prowadzony systematycznie (wiem, sama pisałam jakie to ważne). Dziś będzie kilka słów o tym, że człowiek może więcej niż sądzi, ale bardzo często siebie nie docenia. I nie, nie będzie to post w stylu słodkiego motywacyjnego pierdzenia, że chcieć to zawsze móc, i jeśli tylko bardzo czegoś zechcemy, to osiągniemy to jak za dotknięciem magicznej różdżki. Bo tak dobrze to raczej nie ma. Chyba. W drodze Lubię górskie widoki, bo jest w nich coś magicznego. Ale niech jasna cholera trafi tego, kto każe mi się po nich wspinać. Dawno, naprawdę dawno nie wchodziłam o własnych nogach na żaden szczyt (podwózka gondolą na samą górę tak jakby się nie liczy, prawda?) – pomyślałam kilka tygodni temu. Z jednej strony bym trochę chciała, ale z drugiej… chodzenie pod górkę zawsze mnie wykańczało, a moja forma z każdym rokiem gorsza i sadełko na brzuchu większe. Nie ma opcji...

5 sposobów jak... nie zostać odnoszącym sukcesy blogerem

Nie napiszę po raz który zakładam kolejny blog. Trochę ich było. Zawsze nie wypalały. Zanim przejdę do opisu dlatego tak się działo, to może wpierw wyjaśnię dlaczego znów zdecydowałam się spróbować. Ten ostatni raz. A jakby tak rzucić wszystko i zostać... blogerem? Od wielu lat pracuję jako copywriter, przez chwilę dziennikarz, potem znów redaktor i specjalista ds. PR. Pisanie to całe moje życie. Jednak ilekroć przychodziło mi do zakładania kolejnego bloga, coś zawsze szło nie tak. Dziś zrozumiałam, że wciąż trafiałam kulą w płot, jeśli chodzi o tematykę. Najpierw sądziłam, że super pomysłem będzie prowadzenie bloga o książkach - wytrwałam naprawdę krótko. Potem uznałam, że warto zacząć pisać o swoich pasjach, no ale najlepiej po angielsku. Tak... międzynarodowo i do tego dobrze w CV wygląda! Ale to znów nie było to. Następnie stworzyłam blog o recenzowaniu jedzenia w różnych knajpach, a potem blog o Public Relations. Gdy porażka goni porażkę Ciągle nie znajdowałam odpowie...

7 rad, jak nie oszaleć przy wykańczaniu mieszkania

Zanim po raz pierwszy usiądziesz z kubkiem kawy w nowym fotelu i z lubością zachwycisz się pięknem własnego, wykończonego ze smakiem mieszkania, czeka cię naprawdę długa i trudna podróż. Jej kres wart jest zachodu, a wyczerpujący okres w trakcie trwania remontu nie musi być aż tak uciążliwy. Oto 7 rzeczy, które mogą pozwolić przetrwać najgorsze momenty. Zanim zamieszkasz w wymarzonych czterech ścianach Chcę, żeby była jasność. Osobiście nie znoszę wszelkiego rodzaju remontów, a w trakcie wykańczania mieszkania popełniłam mnóstwo błędów, nie wspominając już o tym, ile rzeczy doprowadziło mnie do szewskiej pasji. Najbardziej życzyłabym więc każdemu, aby pewne sytuacje zostały mu oszczędzone. A jeśli okaże się to niemożliwe, to lepiej zawczasu wiedzieć jak sobie ze wszystkim poradzić. 1. Upewnij się, co Cię będzie czekać! Jedni pewnych rzeczy nie chcą wiedzieć, a inni wolą dmuchać na zimne i nie dać się zaskoczyć. W przypadku wykańczania mieszkania, uważam, że lepiej postaw...